Pod koniec ubiegłego roku w Łodzi uruchomiono, w ramach programu wyzysku taniej siły roboczej, fabrykę Dell. Szybko jednak okazało się, że laptopy produkowane w Łodzi idą tylko na eksport i w Łodzi się ich nie uświadczy. Internauci (boże, co za durne słowo) podnieśli lament (całkiem słusznie zresztą) i jak czytamy w Wyborowej Inspirony i XPS trafią jeszcze w tym miesiącu na półki Tesco i ElectroWorld. ElectroWorld śmierdzi (nawet mariusz się tam gubi, a przecież jest koszykarzem), więc tam nie pójdę. Z drugiej zaś strony wcale nie potrzebuję laptopa. No ale ja nie o tym. Internauci ze swym lamentem przedobrzyli i zaczęli się domagać, aby w sprzedawanych laptopach zamiast Windows znalazł się system, który nazywa się jak afrykańska wioska – Ubuntu Linux. Co prawda ostatnio przyjęli trochę inną taktykę, ale zawsze
Rozpoczęcie sprzedaży detalicznej nie oznacza wcale, że internauci czują się usatysfakcjonowani. Wiśniewski zamierza bowiem z pomocą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zmusić firmę Dell do kolejnych zmian. Jakich? ” Chciałbym, żeby UOKiK zajął w tej sprawie jasne stanowisko i wymusił dostępność opcji “bez systemu operacyjnego” przy kupnie jakiegokolwiek dostępnego notebooka na polskim rynku oraz by taki notebook był tańszy o rynkową wartość nie nabywanego systemu/oprogramowania” – pisze w skardze do UOKiK Łukasz Wiśniewski, student Politechniki Łódzkiej.
Efekt będzie taki, że te laptopy bez systemu będą leżeć na półkach i się kurzyć, podobnie jak Windows XP w wersji “N” (bez Windows Media Playera). Kupi je co najwyżej kilku linuksowych oszołomów oraz osoby, które postawią sobie piracki Windows.
Ale już totalnie rozwalił mnie tekst “by taki notebook był tańszy o rynkową wartość nie nabywanego systemu/oprogramowania”. Czy ktoś mógłby temu dzieciakowi wyjaśnić, że Windows dołączany do laptopa jest praktycznie za darmo, chociażby ze względu na to, że producent komputerów płaci za kilka tysięcy licencji hurtem o wiele mniej w przeliczeniu na jednostkę niż cena rynkowa? Życie w świecie DARMOWEGO OTWARTEGO oprogramowania przesłania niektórym rzeczywistość.
Proponuję rzecz następującą: wiadomo powszechnie, że drukarka jest sprzedawana drożej niż oryginalny tusz do niej – załóżmy np. że drukarka kosztuje 200zł, a tusz – 250zł. Idźmy teraz do sklepu i powiedzmy sprzedawcy: “Niech mi pan sprzeda tą drukarkę ale bez tuszu, odejmie pan cenę rynkową i będzie mi pan winien 50zł, za które kupię sobie tani tandetny zamiennik” (tak: to jest aluzja do Linuksa).
0 Odpowiedzi do “Łódzkie Delle a żądania “społeczności””